Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...


Recommended Posts

Ostatni dzień sierpnia 2004. Do zamknięcia okna transferowego zostały cztery godziny. W siedzibach klubów Premier League faksy się palą. W końcu te w Manchesterze i Liverpoolu wypluwają pozytywne informacje. Nad Old Trafford unosi się biały dym. 

Dokładnie 15 lat temu Wayne Rooney zostaje piłkarzem Manchesteru United.

Decyzja nie należała do najłatwiejszych. Nastolatek był zakochany w Evertonie. W głębi serca na pewno chciał zostać miejscową legendą. Jednocześnie miał jednak świadomość, że transfer do większego klubu jest niezbędny do rozwoju. Dlatego poprosił władze o zgodę na odejście i odrzucił ofertę nowego kontraktu opiewającego na 50 tys. funtów tygodniowo. Pierwsza oferta wpłynęła z Newcastle United, ale zaproponowane 20 milionów funtów to było za mało. Nad Rooneyem zastanawiał się też Arsene Wenger, ale ostatecznie uznał, że Anglik jest za drogi. 

- Oferta z Newcastle wciąż leży na naszym biurku, ale nie chcemy go tam sprzedać. Chelsea zapłaciła 24 miliony za Didiera Drogbę, więc jeśli chcą Rooneya, muszą zapłacić znacznie więcej niż zaproponowali – mówił David Moyes, menedżer Evertonu. 

United zaproponowali 20 milionów, ale oprócz tego siedem w rozmaitych, skomplikowanych bonusach. Ubrany w dżinsy i sweter w paski został przedstawiony Sir Aleksowi Fergusonowi i najważniejszym członkom sztabu. O 20:00 Rooney wyszedł z siedziby nowego klubu, żeby po raz pierwszy spotkać się z fanami, którzy mieli oklaskiwać jego gole przez trzynaście kolejnych sezonów. 

- Decyzja o odejściu z Evertonu była bardzo trudna. Przecież to klub, który wspierałem przez całe moje życie, ale jestem podekscytowany dołączeniem do tak wielkiej firmy jak Manchester United. Myślę, że dzięki grze z takimi piłkarzami, walcząc o tytuły krajowe czy Ligę Mistrzów, moja kariera nabierze tempa – powiedział dziennikarzom. 

- Jestem bardzo podekscytowany. Pozyskaliśmy najbardziej utalentowanego angielskiego piłkarza ostatnich trzydziestu lat. Wszyscy jesteśmy nim zachwyceni. Myślę, że Wayne wywrze na tej drużynie wpływ taki, jak kiedyś Eric Cantona – mówił Sir Alex Ferguson.

„Nie mamy do czynienia z normalnym 18-latkiem. Nie jest przeciętnym piłkarskim nastolatkiem. On ma wejść do zespołu i od razu robić różnicę. Ma szczęście, że trafił na Fergusona, który jest mistrzem w rozwoju młodych graczy. To będzie fascynujące przyglądać się, jak ten wspaniały talent będzie wzrastać pod okiem mistrza” - napisał felietonista jednej z gazet.

Gdzieś w tle pozostali z kolei nieco zdezorientowani kibice Evertonu. „Raz niebieski, na zawsze niebieski” - miał napisane na podkoszulce, którą pokazał po jednej z bramek dla The Toffees. Niedługo po transferze na Merseyside pojawiło się graffiti - „Rooney mógł być bogiem, ale postanowił zostać diabłem”. Duża część ich uwagi skupiła się jednak nie na piłkarzu, a jego agencie – Paulu Stretfordzie. To jego fani Evertonu obwiniali za całą sytuację. On i jego rodzina otrzymywali nawet groźby śmierci. 

Everton był jednak w skomplikowanej sytuacji finansowej. Zadłużenie sięgało 30 milionów funtów i transfer Rooneya zdecydowanie podreperował klubowy budżet. Oprócz 20 baniek za wychowanka, zarobili jeszcze 2,5 miliona na przedziwnym transferze Thomasa Gravesena do Realu Madryt. Ale o tym może jeszcze kiedyś napiszę! 

***

Dzięki za przeczytanie!  Miłego Dnia Ekipa! :)

 

FB_IMG_1567268361870.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako długowieczny kibic MU uważam,że United wiele zawdzięcza Rooneyowi i jego grze jest jednym z lepszych strzelców w swojej całej karierze w Manchesterze zdobył ponad 250 bramek i tym samym pobił rekordy słynnego Georgia Besta oraz Bobbiego Charltona co mogę powiedzieć bardzo dobre posunięcie Alexa Fergusona ściągając go do United mógł liczyć na ładne występy ze strony Rooneya.Szkada,że końcówka jego przygody w MU była przecietna,ale wiek już swoje zrobił :/ Najbardziej w pamięć wpadły mi bramki z sezony 16/17 gdzie z ostrego konta ładnie wkręcił piłkę do siatki stake oraz bramka z Manchesterem City w sezonie 10/11 gdzie popisał się ładna przewrotka <3 Kto jest kibicem Manchesteru United i w miarę regularnie oglądał mecze ten wie jak nieraz potrafił uratować du**ę i dać drużynie zwycięstwo :) A na sam koniec pozwolę sobie dodać znana przyśpiewkę,która zawsze spisaliśmy z resztą kibuców w pubie oglądając mecz

I saw my mate the other day, He said to me he saw the white Pele, So I asked, who is he? He goes by the name of Wayne Rooney, Wayne Rooney, Wayne Rooney, He goes by the name of Wayne Rooney

Cytat

Zrób kolejny materiał o Fergusonie ;)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Similar Content

    • By ShadoOw
      "Francesco Totti w więzieniu".  Zapraszam do lekturki
      Zastanawialiście się kiedyś, czy miłość kibiców Romy do Francesco Tottiego jest w jakiś sposób mierzalna? Oto zawodnik, który mógł dołączyć do Realu Madryt, ale wolał Rzym. Nazywasz się, dajmy na to Andrea, przychodzisz po raz pierwszy na Stadio Olimpico w 1993 roku, masz jakieś 11 lat, zabrał cię ojciec - widzisz jak debiutuje Totti. Chodzisz na stadion i dojrzewasz, starzejesz się, a on cały czas tam gra. W 2017 nadal chodzisz na stadion, masz już 35 lat i nie wierzysz, bo widzisz go po raz ostatni. Totti był z Tobą zawsze. Tym razem widzicie to Ty, Twój ojciec i Twój ośmioletni syn. Francesco Totti kończy karierę. Zdajecie sobie sprawę, że w zasadzie jest członkiem waszej rodziny.
      Trudno sobie wyobrazić, co czują fani tego klubu do swojej legendy. Raczej jest to nie do opisania, ale Francesco zaczyna swoją autobiografię taką anegdotą, która może w jakimś stopniu nam to uświadomić. Sytuacja ma miejsce w więzieniu. Jeden z więźniów jest wyraźnie podniecony. Właśnie skończył się turniej futsalowy, a Francesco rozdaje nagrody. Więzień cały czas zachowuje się jak dzieciak. Podskakuje, krzyczy, uśmiecha się, mówi na głos: "Mogę jako pierwszy, mogę?". Nie może się pohamować, Totti przypuszcza, że chodzi mu o zdjęcie pamiątkowe i ocenia go na jakieś 20-22 lata. "Ja robię fotkę jako pierwszy, ja pierwszy!" Cały czas krzyczy chłopak. Wreszcie przychodzi czas na spodziewane zdjęcie...
      Piłkarz zastanawia się - dlaczego chłopakowi się tak spieszy, czemu chciał zrobić zdjęcie koniecznie jako pierwszy? Nie bardzo rozumie te sytuację, bo przecież i tak zrobiłby sobie zdjęcia z każdym, kto by tego chciał, czekałby do "ostatniego klienta". Był do tego przyzwyczajony. Podekscytowany chłopak przedziera się przez wszystkich. Wszyscy wiedzą o co chodzi, tylko nie Totti. Koledzy świadomie i z uśmiechem usuwają się na bok, dając chłopakowi pierwszeństwo. Rzeczywiście robi zdjęcie jako pierwszy, ale Tottiemu nie daje to spokoju. Na początku myśli, że to jakiś szef wszystkich szefów, ale musi zaspokoić swoją ciekawość:
      - Dlaczego postanowiłeś zrobić zdjęcie jako pierwszy?
      - Miałem wyjść tydzień temu, ale kiedy dowiedziałem się, że tu przyjedziesz, to pomyślałem sobie - kiedy będę miał okazję strzelić zdjęcie z kapitanem? Nigdy, chociaż żyłbym sto lat. Poprosiłem więc o rozmowę z dyrektorem, żebym mógł zostać dłużej. A ponieważ nie chciał się zgodzić, to wyciągnąłem asa z rękawa i powiedziałem, że jeśli nie udzieli zgody, to wyjdę i zrobię coś głupiego, żeby tu wrócić. 
      Chłopak spędził dodatkowe siedem dni w więzieniu, żeby tylko uścisnąć dłoń swojemu idolowi i zrobić sobie z nim zdjęcie. Taka właśnie jest miłość fanów Romy do Francesco Tottiego. 
      Dziekuje za przeczytanie! Miłego Dnia! 💪
       

    • By ShadoOw
      Zapraszam do lektury! 💪
      "Cassano, czyli wariat"
      "Antonio Cassano to najlepszy piłkarz, z jakimkolwiek grałem" - tak Francesco Totti ocenia w autobiografii jednego z najbardziej szurniętych piłkarzy. Barwnie opisuje go w książce, pokazując jak oryginalnym był gościem:
      1. Kiedy został kupiony przez Romę w 2001 roku - od razu chce wynająć wielką willę. Nie liczy się z kosztami, ma 19 lat i czuje się jak gwiazda rocka. Żadna z willi mu nie odpowiada, jest wybredny do granic możliwości, nie ma gdzie mieszkać. Francesco Totti proponuje, żeby zamieszkał u niego. Cassano obkupuje mamę Tottiego prezentami, jest dla niej tak uroczo uprzejmy, że ta za każdym razem nie wierzy w jego wybryki, które wyczyta w prasie. Ojca z kolei traktuje jak własnego, którego stracił we wczesnym dzieciństwie. Staje się członkiem rodziny Tottich. Mieszka ze swoim idolem.
      2. Wynosi się od nich przez... własną głupotę. Zniknął mu czek na 300 tysięcy euro. Jest mocno zdenerwowany, informuje mamę Tottiego, że to pewnie sprawka kogoś ze służby domowej. Nikt w to jednak nie wierzy, bo służba pracuje tu od wielu lat i nigdy nie było z nimi problemu. Afera zostaje zbagatelizowana, Cassano obraża się na wszystkich, pakuje się i bez słowa znika. Po jakimś czasie znalazł czek w samochodzie.
      3. Francesco bardzo lubi wieczorami wsiadać na motor i jeździć po Rzymie ze znajomymi. Angażuje w to także Cassano. Ten okazuje się być urodzonym kierowcą Moto GP, wielu ogarnia przerażenie, gdy widzą, co wyprawia. Ścina zakręty, przy manewrach kładzie się niemal na ziemi i częściej patrzy w tył niż na drogę.
      4. Franco Sensi był prezesem Romy. Miał już ponad 70 lat i poważne problemy ze zdrowiem, był wielce szanowaną postacią. Cassano nie miał litości. Kiedy prezes ćwiczył u fizjoterapeuty, to pojawiał się i walił tekstami: "Ty stary paralityku, gdzie się wybierasz"? Dla Sensiego to było... urocze. Każdy zawsze traktował go z szacunkiem, a bezpośredniość i oryginalność Cassano go ujmowała. Śmiał się z tych docinek do łez. Uwielbiał go.
      5. Cassano nie miał szacunku do nikogo. Kiedy Capello gorzej sobie radził w Romie, to także i z niego się naśmiewał. Włoski trener utykał, a Cassano chodził za nim i go przedrzeźniał: "Kuternogo, zdobyłeś mistrzostwo, bo miałeś Tottiego i Batistutę!"
      6. Romie idzie bardzo słabo, kolejni trenerzy rezygnują (także z powodu Cassano) - Capello, Prandelli, Voller, przychodzi pora na Luigiego Delneriego, który ma charakterystyczny bardzo szybki sposób mówienia. Kiedy trener wpada w słowotok, Cassano często mu przerywa, mówiąc na przykład: "I tak gówno z tego rozumiem". Trudno wtedy wyrobić sobie u piłkarzy respekt. Delneri także rezygnuje.
      Na ciągłe prośby Tottiego, żeby nie traktował w taki sposób trenerów i kolegów z zespołu Cassano odpowiada tylko: "Nie potrafię, to jest silniejsze ode mnie". Mówi to zupełnie szczerze, rozkładając ręce. Nie potrafi tego opanować, a Totti nie umie go okiełznać. Cassano po jakimś czasie przeniesie się do Realu, a Totti zawsze będzie żałował, że nie potrafił go uspokoić, bo jego zdaniem Roma wygrałaby wtedy o wiele więcej. To z nim na boisku grało mu się najlepiej.
      Miłego i Udanego piątku ekipa!  🐽🐷
       

    • By Kamil.
      [...] Jest taka otwarta, piękna, błyskotliwa. Nie chcę żadnej innej i o żadnej nie marzyłem tak często jak o niej ! [...] Czyli tekst o miłości, do najlepszej z najlepszych, której imię zaczyna się na "P" ! Imię już za chwile poznacie....
       
      Rok 1997. 

      Na świat przychodzi mały pulchny chłopiec, któremu w późniejszym czasie rodzice nadają imię Kamil. Rodzice, dziadkowie, ciocie i wujkowie zastanawiają się "a kim on będzie w przyszłości? Może lekarzem? A może strażakiem?. Ojciec małego Kamila marzył o tym aby jego pociecha była piłkarzem ale nie mówił o tym głośno ponieważ; "co to za zawód piłkarz? Po co grać w grę, gdzie dwudziestu dwóch facetów biega za jedną piłką?". Nikt nie przypuszczał jednak, że ten malutki chłopczyk pójdzie w ślady ojca i za kilka lat będzie każdą wolną chwilę spędzał na boisku...
       
      Początki wielkiej miłości !

      Pierwsze oznaki zainteresowania piłką młodziutki Kamil okazał w wieku 8 lat, kiedy to w jego szkole zorganizowano turniej klasowy z okazji dnia sportu. Głównie chodziło o wyjście na zewnątrz i bieganie. Nie pamiętam jakim wynikiem zakończył się mecz ale to wtedy narodziło się zainteresowanie piłką. Duch rywalizacji, nieustępliwość w dążeniu do celu, właśnie taka była piłka nożna. Oczywiście, nie wszystko od razu rozwijało się w szybki sposób. Początki Kamila z piłką to mundial w 2006 roku, który oglądał wraz z ojcem przed telewizorem. Chyba żadnego meczu nie obejrzał od początku do końca bo zazwyczaj zasypiał w okolicach 70. minuty. Zasypiał bo tata zawsze dawał mu piane z piwa bo nalegał, że chcę spróbować a jak wujek mówił "Mecz bez browara to nie mecz". Oczywiście nie popadajmy w skrajność, broń Boże nie była to żadna patologia. Po trzecim meczu i trzeciej piance Kamil stwierdził, że piwo jest nie dobre i jak można takie coś pić. 
      Minął rok 2006, Kamil co raz częściej biegał na boisko i spędzał tam więcej czasu niż w szkole czy w domu.
       
      Pójść za ciosem...
      We wrześniu 2008 roku coś się jednak zmieniło...
      Zmieniła się szkoła do której Kamil zaczął uczęszczać, zmienili się nauczyciele a co najważniejsze pojawił się nauczyciel wychowania fizycznego, który odnalazł w młodym Kamilu potencjał i miał pomysł jak go wykorzystać. Wszystko zaczęło się od sekcji koszykarskiej, która była wałkowana przez 3 lata. Mimo, że Kamil osiągał dobre wyniki i przede wszystkim sukcesy to czegoś mu brakowało w tym sporcie. Dla niego mecze były za krótkie, zainteresowanie za małe. Szukał czegoś innego, czegoś w stylu piłki nożnej ! Zapisał się do sekcji trampkarzy w lokalnym klubie. Początki były bardzo trudne, przeciętny trener bez wizji gry dla młodych chłopaków oznaczał bardzo wolny rozwój. Taka sytuacja trwała przez rok. Po roku czasu trenerem został młody, 25-letni chłopak z tej samej miejscowości co Kamil. Znali się a ich ojcowie grali razem na szczeblu ówczesnej III ligi. Rozpoczął się plan budowy zespołu. Trener od razu dotarł do całej drużyny, Kamila przemianowano z lewego skrzydłowego na lewego obrońcę i na tej pozycji grał przez wiele następnych sezonów. 
      Zespół odnosił większe, mniejsze sukcesy ale potrafił rywalizować z najlepszymi. Na mecze przychodziły dziesiątki osób, głównie ze szkoły ale najwięcej na tym zyskał właśnie Kamil, który po raz pierwszy poważnie zakochał się. Zakochał się ze wzajemnością w piłce nożnej, która od pewnego momentu była jego codziennością. Przez 5 lat gry w grupach młodzieżowych nie opuścił nawet minuty meczu. Był na każdym, nawet jak był chory i teoretycznie nie zdolny do gry. Zawsze mierzył wysoko, miał ambicje jednak brakowało mu pomysłu na "co dalej"...
      Po ukończeniu szkoły podstawowej dużo się nie zmieniło w sferze piłki nożnej. Chodził do gimnazjum w tej samej miejscowości więc z dotarciem na treningi nie było problemów. Dalej sport był na pierwszym miejscu ale potrafił połączyć go z różnorakimi zajawkami, które wpadały mu do głowy co jakiś czas.
       
      Pierwszy "przegrany mecz"
      Wielkiego wstrząsu doznał w wieku 14 lat. Z jego życia zniknęła najważniejsza dla Kamila postać - jego ojciec. Każdy okazywał współczucie, myślał nad tym jak taki chłopak sobie poradzi z taką świadomością... Kamila jednak nie bolał sam fakt odejścia ojca ale fakt, że nie będzie go już na meczach. Mimo obaw i wątpliwości ten młody chłopak się podniósł ! I fakt podniesienia się po czymś takim zawdzięcza głównie piłce nożnej. To tam zapominał o problemach w szkole czy w domu. To tam był na prawdę szczęśliwy, mimo że nie zawsze było dobrze. Porównując go na boisku i po za nim ludzie oglądali dwie całkiem inne osoby. Na boisku nieustępliwy, twardo stąpający po ziemi ale po za nim zagubiony nastolatek w buntowniczym wieku. To nie mogło wróżyć dobrze...
      Mimo stąpania po cienkiej linii nie upadł a tylko się wzmocnił. Każda porażka uczyła go nowych rzeczy. Zapytany kiedyś co będzie robił gdy zakończy grę w piłkę powiedział "nie wiem". Nie dopuszczał do siebie myśli o końcu swojego "związku" z piłką nożną. 
       
      Kluczowe decyzje i brutalne starcie z prawdą...
      Czasy gimnazjum bardzo szybko minęły i przed Kamilem pojawił się ciężki orzech do zgryzienia. Wybór szkoły średniej. Początkowo miało być liceum sportowe ale fakt, że Kamil nie miał po drodze z nauką zniechęciło go. Kolejnym wyborem było technikum samochodowe o profilu policyjnym ale ostatecznie trafił do technikum samochodowego bez elementów policyjnych. Pierwszy rok w nowej szkole był dość udany. Średnia 4.0, szóstka z wychowania fizycznego i kolejny krok w jego karierze piłkarza. Pierwszy sezon w dorosłej piłce. Niestety, jego przygoda nie trwała zbyt długo ponieważ już po siedmiu meczach odniósł bardzo poważną kontuzje. Kontuzje, która pokrzyżowała już plany nie jednemu piłkarzowi. Statystyki miał świetne. W 6 meczach zaliczył 4 trafienia i dołożył 4 asysty. W tym ostatnim siódmym również zdobył asystę a w 13. minucie meczu musiał opuścić boisko...
       
      Ciężkie życie na sportowej rencie

      Od tego momentu rozpoczęła się jego walka o powrót do swojej romantycznej miłości. 
      Na samym początku był bardzo zmotywowany aby wrócić do piłki. Lekarz, który się nim zajmował zapewniał, że nie jest to nic poważnego i lada moment wróci do pełnej sprawności. Czas mijał a z jego nogą było tak samo beznadziejnie. Sukcesem było przejście z dworca MPK do szkoły. Trzykrotnie próbował wrócić do sportu, za każdy razem z tym samym, nie udanym wynikiem. W końcu się poddał ale nie odpuścił. Zaczął szukać najlepszych lekarzy i płacąc za każdą wizytę 150 zł dowiedział się co na prawdę mu dolega. Zerwanie wiązadeł w kolanie i uszkodzona łąkotka. Sprawa do zrobienia, jedna operacja i wraca do gry. Problem był jeden. Prywatnie taki zabieg kosztuje od dziesięciu tysięcy wzwyż a w przypadku operacji na fundusz zdrowia oczekiwania trwają po kilka lat. 
      Mimo problemu z kolanem Kamil dalej chciał być blisko piłki. Oglądał mecze, jeździł ze swoją drużyną i trzymał kciuki za chłopaków. Zaczął prowadzić nawet stronę internetową klubu aby być jeszcze bliżej spraw klubowych. 
       

      Aktualnie postać o której mowa wyżej siedzi i piszę to wypracowanie. Pewnie było by dłuższe ale nie chce was zanudzić swoją historią. Kamil na pewno chce abyście wyciągnęli jedną złotą zasadę z tego. Nigdy się nie poddawajcie ! Zawsze dążcie do celu i szukajcie różnych rozwiązań. Czy Kamil wróci do gry w piłkę ? Okaże się za dwa lata, gdy przejdzie operacje kolana i rozpocznie rehabilitacje. Na pewno o tym marzy i patrząc na jego drogę życiową można się spodziewać, że nie raz pójdzie pokopać "szmaciankę" na boisku. 
       
    • By Mrs.Fuksiara
      Dziś robiłam naleśniki i zaciekawiło mnie, skąd one się wzięły! 
      Korzystałam z wielu źródeł informacji. Począwszy od Wikipedii, a kończąc na różnorodnych stronach o kuchni. 

      Historia naleśników jest długa, a to ze względu na równoczesność powstawania ich w wielu miejscach geograficznych. 
      Dokładna data ich powstania nie jest znana.
      Jednak większość stron podaje, iż już w starożytności powstawały pierwsze 'placki'. 
      Włosi twierdzą, że to w Florencji po raz pierwszy przyrządzono ten smakołyk. Stamtąd, Katarzyna Medycejska wywiozła recepturę na cienkie, smażone placki do Francji.  Natomiast według innej teorii pierwsi byli Chińczycy.
      We Francji naleśniki nazywają się: crepes i jest to forma, która jest nam najbardziej znana, włoskie naleśniki nazywają się crespelle, a rosyjskie bliny.
      Naleśnik to cienkie płynne ciasto zrobionego z mąki pszennej, jaj, masła i mleka w kształcie owalnym. Czasami dla spulchnienia ciasta dodaje się do niego odrobinę cydru lub piwa.
      Polska nazwa naleśnik pochodzi ze złączenia wyrazów nalewać i maślanka, ponieważ pierwsze naleśniki były kwaśne, robione z ciasta na bazie śmietany lub maślanki, a nie słodkiego mleka.
      Podając naleśniki można je posypać cukrem, cukrem pudrem, choć najczęściej podaje się je z nadzieniem, np. powidłami, pokrojonymi owocami, dżemem. 
      Dosłownie wszystko, co chcecie, możecie podać w naleśniku lub z naleśnikiem.
      Naleśniki podbiły serca Europejczyków, a dzięki czemu?
      Są proste w robieniu. 
      Jak wiadomo ludzie są leniwi, więc wszystko co proste i dobre akceptują z prędkością światła. 
      Jak wiadomo z historii biała mąka pszenna była kiedyś drogim towarem luksusowym i jest to główny powód, dlaczego pierwsze naleśniki opanowały Paryż. Następnie kierując się do Bretanii.

      Prosty przepis: 
      1 szklanka mąki pszennej.
      2 jajka.
      1 szklanka mleka.
      3/4 szklanki wody (najlepiej gazowanej)
      szczypta soli.
      3 łyżki masła lub oleju roślinnego.
      Smacznego!  

      Rodzai naleśników jest naprawdę pierdylion, także bez sensu wymieniać je wszystkie.
      Głównym celem tego artykułu było uświadomienie Was, skąd te pyszności przywędrowały!

      A czy ty lubisz naleśniki?  
      Ja kocham! 
    • By ShadoOw
      Zapraszam do lektury!
       
      Piłka nożna zna kilka przypadków zawodników, którzy swój talent do piłki pokazali w stosunkowo późnym wieku. Jamie Vardy, Ian Wright, Rickie Lambert, czy patrząc na nasze podwórko – Grzegorz Piechna. Dziś jednak przedstawię Wam historię, która przebija wspomniane przed momentem przypadki. Mowa tu o graczu występującym w spadkowiczu hiszpańskiej La Ligi – SD Huesca.
      Enric Gallego swoją seniorską karierę rozpoczął w wieku 20 lat w barwach amatorskiej drużyny UD Buen Pastor. Na życie zarabiał pracując jako kierowca ciężarówki oraz monter klimatyzacji samochodowej. Długo tułał się po najniższych szczeblach w Hiszpanii. W pewnym momencie udało mu się trafić do rezerw Espanyolu, ale tam również pożegnano go bardzo szybko. Równie często co kluby piłkarskie, zmieniał swoje źródło utrzymania. Oprócz wyżej wymienionych poznał również m.in fach murarza czy dostawcy. Nie miał żadnych nadziei, że kiedykolwiek uda mu się zarobić poważne pieniądze w zawodzie piłkarza. Futbol był jego pasją, lubił go uprawiać i oglądać ze znajomymi. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że będzie mu dane wystąpić na Santiago Bernabeu, czy zmierzyć się z FC Barceloną. Mimo tego regularnie trenował i ciężko pracował nad swoją formą.
      W roku 2010 coś ruszyło. Miał wówczas 24 lata. Przyjął propozycję dołączenia do 4-ligowej drużyny UE Cornella. Szybko stał się gwiazdą zespołu. Strzelał jak na zawołanie, w jednym meczu zdobył nawet 5 bramek! Lokalna społeczność pokochała go, w tym czasie trafił również do kilku notesów hiszpańskich skautów. Zgłosiła się po niego 3-ligowa CF Badalona, zdecydował się podpisać z nią umowę, jednak po fatalnym sezonie wrócił do Cornelli, gdzie znów prezentował znakomitą formę. Na przestrzeni kilku lat stał się klubową legendą, przebił barierę 100 strzelonych goli. Co niezwykłe, opuścił ją dopiero w 2018 roku, mając 31 lat. Nowym pracodawcą została Extremadura – trzecioligowa drużyna. W tym klubie radził sobie znakomicie. Głównie dzięki niemu udało jej się wywalczyć awans na zaplecze La Ligi.
      Bohater tego tekstu po raz pierwszy zagrał w Segunda Division mając 31 lat. To już była dla niego abstrakcja, mając na uwadze wieloletnią tułaczkę po niższych ligach. Drugi szczebel okazał się niestraszny. W 19 meczach rundy jesiennej zanotował 15 trafień, w jednym ze spotkań pakując piłkę do siatki aż 4-krotnie. Awansował na pozycje lidera klasyfikacji strzelców, mimo iż występował w bardzo słabej drużynie, która od początku biła się o utrzymanie. Pod koniec rundy jesiennej gole Enrica stanowiły ponad połowę wszystkich trafień Extremadury. Na początku 2019 roku zgłosiła się po niego Huesca, 20-ta drużyna La Ligi. Bez chwili namysłu przyjął jej propozycję. Z miejsca wywalczył sobie pierwszy skład, dzięki czemu zagrał w meczach z Atletico Madryt, Sevillą, Realem czy Barceloną. Z drużyną Dumy Katalonii jego zespół wywalczył 1 punkt, remisując 0:0, ponadto wygrali starcie z Sevillą 2:1. W rundzie jesiennej wystąpił w 16 spotkaniach – zdobył 5 goli i zanotował asystę, co jak na możliwości tego zespołu było bardzo solidnym wynikiem! Enric Gallego jest żywym przykładem tego, że o marzenia zawsze trzeba walczyć do końca!
      2013 - Enric Gallego pracujący niedawno jako kierowca ciężarówki, murarz, dostawca czy monter klimatyzacji podpisuje kontrakt z trzecioligową Badaloną
      2014/15 – 3 gole
      2015/16 – 9
      2016/17 – 16
      2017/18 – 29
      2018/19 – 15 (w Segunda)
      2018/19 – 5 (w La Liga)
      Lipiec 2019 – 32-letni Gallego przenosi się za 6 milionów euro do Getafe, wyrównując ich rekord transferowy oraz stając się najdrożej sprzedanym piłkarzem Hueski. Będzie miał szansę, by zagrać w europejskich pucharach.
      Spokojnego wieczoru i nocy!

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.