Jakiś czas temu świat usłyszał o Imeldzie Cortez, młodej kobiecie, która przeżyła coś co dla nas uznawane jest za piekło. Nastoletnia mieszkanka Salwadoru była od lat wykorzystywana seksualnie przez swojego okrutnego ojczyma, z którym jak się okazało zaszła w ciążę, o której nie miała pojęcia na początku.
W kwietniu roku 2017 dziewczyna urodziła przedwcześnie córkę, o której nie miała pojęcia. Nagle poczuła mocny ból brzucha, po którym natychmiast udała się do latryny, gdzie zaczęła mocno krwawić i na świat zaczęło przychodzić jej dziecko. Tam też o resztkach sił znalazła ją jej matka.
Imelda mimo przedwczesnego porodu na szczęście urodziła zdrową córkę, jednak był to dopiero początek jej kłopotów, ponieważ lekarze zarzucili jej próbę aborcji i zawiadomili policję, po czym świeżo upieczona mama trafiła do aresztu gdzie miała oczekiwać na proces. Z kratami spędziła około 18 miesięcy, jednak po batalii w sądzie została uniewinniona.
Prokuratura zarzucała jej, że celowo nie poinformowała nikogo o ciąży, po czym próbowała pozbyć się dziecka w latrynie, w której je urodziła. Chciano już nawet stawiać zarzut usiłowania zabójstwa, jednak dziewczyna zapierała się, że o ciąży nie wiedziała, a samo dziecko jest wynikiem gwałtu. Mimo to dopiero badania DNA, które potwierdziły ojcostwo ojczyma przekonały sąd do nadania wyroku uniewinniającego, a w uzasadnieniu podano właśnie, że kobieta była ofiarą przemocy seksualnej.
17 grudnia tego roku kobieta wyszła na wolność.
W tym kraju są najbardziej surowe przepisy antyaborcyjne na całym świecie. Zakazuje się dokonywania aborcji nawet w ekstremalnych przypadkach gdy zagrożone jest życie ciężarnej.