Skocz do zawartości
  • Liczba zawartości

    715
  • Dotacje

    74,68 zł 
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    16
  • Czas online

    8d 21g 48m 25s

P00F

Pomoc Techniczna



Pomoc Techniczna

Służę pomocą zawsze i wszędzie

O P00F

  • Tytuł
    *Stażysta Rozpierdolu*
  • Inne grupy
    Opiekun Serwera, Admin [TS3]TS3, Donator, UB Team CS:GO
  • Urodziny 12.01.1996

Informacje Profilowe

  • Lokalizacja
    Ede, Gelderland
  • Płeć
    Mężczyzna
  • Hobby
    Programowanie o szerokim pojęciu.
  • Imię
    Arkadiusz

Kontakt

Ostatnie wizyty

9 569 wyświetleń profilu
  1. Ahhahah ta kwarantanna w #Holandii
  2. @ Bartosh opis sytuacji, jeśli to były ponad trzy akcje proszę o rozpiskę czas 24h
  3. Miałem już wilczy bilet,Head Admina, Juniora więc może by tak wrócić do moderatora? 😂😂🥴🥴
  4. W barze panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta:

    - Gdzie znajdę toaletę?

    - Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzić.

    - Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica.

    - Bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego jedynie listkiem figowym.

    - Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzyć w jego stronę.

    Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy barowy hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i zaczynają bić jej brawo.

    Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.

    - Proszę pana, o co im chodzi, biją mi brawo, bo byłam w toalecie?

    - Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.

    - Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona zakonnica.

    - Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu, w barze gaśnie światło.

  5. Jak co wieczór nowa ryjąca banie historia zapraszam.

     

     

    Był ciepły, letni poranek. Czwórka przyjaciół Aga, Anka, Kuba i Krzysiek umówili się razem o 11:00 na podwórku. Wymyślili wcześniej, że pójdą do swojej nowej bazy i trochę sobie w niej posiedzą. Ich baza był to stary budynek fabryki znajdujący się koło torów kolejowych, gdzie mało kto chodził. Lubili tam przebywać, ponieważ bardzo podobały im się ściany, które ktoś pomalował sprayem w różne kolorowe wzorki jeszcze przed ich zjawieniem się tam po raz pierwszy. Tylko jedna ściana zwróciła ich szczególną uwagę. Była na niej narysowana gwiazda w kółku, a na zewnątrz niego widniały trzy szóstki. Przyjaciołom nie podobał się ten rysunek, ale pomyśleli, że ktoś lubi rysować różne dziwne znaczki i skoro go tutaj narysował to niech tak będzie.

     

                   Cała czwórka zgromadziła się punktualnie o wyznaczonej porze. Następnie ruszyli w drogę. Szli po starych i nieczynnych torach. Kiedy dotarli na miejsce, usiedli na schodach i zaczęli odpoczywać. Mieli dużo czasu, więc zaczęli tam gadać na różne tematy. W pewnej chwili usłyszeli ciche stąpanie.

     

    - Co to było? Spytała Aga.

     

    - Może przyszli, tamci, co malowali te ściany. – powiedział Kuba.

     

    - Ale lepiej chodźmy to sprawdzić.- dodał Krzysiek.

     

    Wszyscy ruszyli w stronę drzwi. Nikogo po drodze nie zauważyli. W końcu do nich doszli, a Anka nacisnęła klamkę.

     

    - Zamknięte – powiedziała.

     

    -Niemożliwe – wtrąciła Aga – przecież te drzwi się nigdy nie zamykają.

     

    Szybkim ruchem popchnęła Ankę i sama spróbowała je otworzyć. Drzwi ani drgnęły Młodzi wystraszyli się nie na żarty.

     

    - Lepiej stąd jak najszybciej uciekajmy! – wykrzyknęła Aga.

     

    - Masz rację, tylko jak mamy to zrobić? – spytał aż blady ze strachu Krzysiek.

     

    - Spróbujmy wejść na pierwsze piętro i z niego zejść po drabinie na dół.- wpadła na pomysł Anka.

     

    Wszyscy ruszyli ku schodom. Nagle zobaczyli, że one po prostu zniknęły. Nie było po nich nawet śladu, a wejście na górze było zamurowane.

     

    - Co tu się dzieje? – spytała drżącym głosem Anka – Przecież przed chwilą jeszcze na tych schodach siedzieliśmy. Gdzie one się podziały???

     

    - Nie wiem, ale jestem pewny, że jesteśmy tutaj uwięzieni. – mówił Kuba przez łzy.

     

    Nie mieli innego wyjścia, musieli zostać. Stali jak nie przytomni i czekali co się stanie. Nagle usłyszeli, że ktoś się do nich zbliża. Najszybciej jak to było możliwe wbiegli za starą szafę i obserwowali wszystko przez szpary. Zauważyli, że im głośniejsze było tupanie, tym mocniej świecił się ten znak na ścianie. Nagle ukazała im się postać, nie był to człowiek, ani zwierzę. Z jego całego ciała spływała krew. Wyglądał jakby nie miał skóry tylko samo mięso i żyły.

     

    Szafa nagle się przed nimi przewróciła, a grupka przyjaciół stanęła twarzą w twarz z przerażającą istotą. Dziwna postać podeszła do Agi i powiedziała:

     

    - Widzę, że przybyłaś zgodnie z moją prośbą.

     

    - Tak Panie jestem posłuszna twoim rozkazom. – odrzekła Aga jak zahipnotyzowana.

     

    - Aga co ty wyrabiasz? – pytał przerażony, a jednocześnie zaskoczony Krzysiek.

     

    Aga popatrzyła na przyjaciół i stanowczym tonem powiedziała:

     

    - Przyszliście tu ze mną, a teraz musicie zginąć.

     

    - Dlaczego, co my takiego zrobiliśmy? – płakali – Nie spodziewaliśmy się tego po Tobie.

     

    - A jednak – odpowiedziała Aga odwracając głowę w stronę przerażającej istoty. – Panie, oddaję Ci te ludzkie istoty, abyś mnie przyjął do siebie i uczynił jednym ze swoich dzieci.

     

    - Ale czemu nas? – Kuba nie dawał za wygraną.

     

    Aga spojrzała na niego i cicho powiedziała:

     

    - Ponieważ wy jesteście moimi przyjaciółmi, a tylko przyjaciół muszę oddać, aby zostać jednym z dzieci szatana.

     

    - A my ci ufaliśmy! – Krzysiek spuścił głowę.

     

    - O to chodziło! Nie mogłabym was oddać w ofierze mojemu Panu gdybyście mi nie ufali, bo wtedy nie bylibyście moimi przyjaciółmi. – Aga wypowiadając te słowa odeszła od przyjaciół.

     

    Tamci próbowali uciec, ale Aga jednym ruchem ręki złapała jakąś linę i związała ich. W tym czasie dziwna istota swoim podmuchem zmiotła cały kurz z podłogi. Spod kurzu wyłonił się taki sam rysunek, jaki był na ścianie, ale o wiele większy. Aga szybkim krokiem podeszła do przyjaciół. Odwiązała ich i przypięła kajdanami do dziwnego znaku na podłodze. Nagle z rysunku znajdującego się na ścianie wyszło dwoje nastolatków mniej więcej w ich wieku. Aga podeszła do Anki, a tamci do Kuby i Krzyśka. W jednej chwili w ich rękach pojawiły się ostre noże. Równo zaczęli rozcinać brzuch każdemu z nich. Przyjaciele zawyli z bólu. Zaczęli odcinać im wszystko: ręce, nogi, aż w końcu poćwiartowali ich na drobne kawałeczki. Straszna istota odwróciła się w stronę Agi i powiedziała:

     

    - Teraz należysz już do nas.

     

    Po czym zrobiła na jej ręce tamten znak – symbol szatana. Dziwna istota weszła w znak na ścianie i przeniknęła przez niego. Wraz za nią poszło tych dwóch nastolatków, a także Aga.

                Nie znaleziono ciał ofiar. Nikt nie wiedział co się stało z czwórką nastolatków.

    Rok później czwórka przyjaciół znalazła sobie nową bazę, którą był stary budynek fabryki.

  6. @ aKALASZKA Proszę o wyjaśnienie bana czas 24h.
  7.  

    Nowa historyjka zapraszam!

     

     

     

    W miejscu, z którego pochodzę krąży taka legenda. Dotyczy ona po prostu wierzbowych ludzi. Prawie wcale nie potrzebujemy ochrony porządku publicznego w tym mieście. Wierzbowi ludzie zajmują się wszystkim. Każdy krok, każde słowo, każda przelana kropla krwi... Wierzbowi ludzie wiedzą o tym zanim ktokolwiek inny się dowie. Uwierz mi, każdy kto wywołał gniew wśród nich, zniknął bez śladu. Dlatego też, gdy zrozumiałem co zrobiłem było już za późno. Wierzbowi ludzie nadchodzili.

    Ona po prostu nie mogła się zamknąć. Bez względu na to co bym powiedział i co bym zrobił... ehh... ona była histeryczką. Ciągle chodziła po domu krzycząc. Stwierdziła, że znalazła to i owo, i że ją zdradzałem. Zapytała mnie z kim, więc powiedziałem, że jest szalona. Myślę, że wyczerpałem już tą wymówkę. Po chwili nie mogłem już znieść jej pieprzonego głosu. Mogłbym chodzić z pokoju do pokoju, ona podążałaby za mną. Gdy weszliśmy do kuchni moja cierpliwość się wyczerpała.

    Wziąłem pierwszy lepszy nóż jaki mogłem znaleźć i wbiłem jej prosto w gardło. Jej oblicze złości i smutku zlało się w jeden grymas rozpaczy i niedowierzania. Padła na kolana, purpurowa ciecz swobodnie zalała jej bluzę. Wbiła swoje łapy w podłogę wydając jakieś bulgoczące dźwięki, które jeszcze bardziej mnie rozwścieczyły. Chwyciłem żelazną patelnię, która grzała się na kuchence i zamachnąłem się na jej głowę. Wilgotna, krwista szczelina powstała w miejscu, w które dostała. Mimo wszystko, kiedy mogłem już przestać - nie przestawałem.

    Nawet nie wiem ile razy ją uderzyłem, ale miałem niezłą ilość krwi na sobie. To co zostało z jej głowy było złączone ze sobą cienkimi kawałkami kości a krew nie przestawała się lać. Z dużym zgrzytem rzuciłem patelnię na podłogę. Marzyłem, żeby dotknęły mnie wyrzuty sumienia, przynajmniej mógłbym poczuć się jak człowiek. Niestety, tak się nie stało. Byłem po prostu szczęśliwy, że sie jej pozbyłem. Z burknięciem podniosłem jej ciało z podłogi i wciągnąłem na ramię. Jej twarz wisiała obok mnie, martwe oczy spoglądały z przekonaniem. Mogłem tylko chichotać. Jak tylko znalazłem się na zewnątrz, zrzuciłem zmasakrowane ciało na ziemię i poszedłem szukać szpadla. Wtedy wiedziałem, że mnie obserwują.

    Słyszałem szepty dochodzące z lasu a w kącie oka mogłem dostrzec ich śledzących uważnie każdy mój krok. Kiedy patrzyłem na drzewa widziałem jedynie sękate gałęzie gapiące się na mnie. Wiedziałem, że oni tam są. Zrobiła się szarówka zanim ją na dobre pochowałem. Byłem cały mokry od potu co powiększyło plamy krwi na moim ubraniu i pozwoliło im przybrać barwę pomarańczową. Spojrzałem raz jeszcze na drzewa i dostrzegłem ich wyglądających zza pni. Długie, sękate twarze z wydrążonymi oczyma i mizerną, nagą sylwetką. Mogłem tylko częściowo dostrzec ich twarze, jako że zdecydowali się schować za ich pieprzonymi, kochanymi drzewkami, lecz byłem pewien, że tam są. Obserwują, szepczą...

    "Na co się gapicie, idioci?! Słyszeliście ją! Musiałem to zrobić!" wydzierałem się na nich.

    Czy czekałem na odpowiedź? Sam nie wiem. Po prostu wciąż obserwowali zza drzew. Splunąłem na ziemię i odrzuciłem szpadel. Mogliby mnie dorwać w ciemności a ja nie mam zamiaru poddać się bez walki. Skradając się, wszedłem do domu i przygotowywałem się. Zastawiłem drzwi komodą i kanapą, zabiłem wszystkie okna deskami. Jak tylko słońce spełzło za horyzont wielka obawa narodziła się gdzieś w głębi mojego żołądka. Nerwy ze stali? Phi... Zacząłem obawiać się myśli, że zacznę zmieniać się w strugę zimnego jak lód potu. Załadowałem strzelbę i sięgnąłem po butelkę whiskey. Wziąłem jeden wielki łyk, a potem następny i następny, aż w końcu sfrustrowany roztrzaskałem butelkę o ścianę.

    Jedne jedyne drzwi pozostawiłem otwarte. Drzwi z widokiem na las. Postawiłem naprzeciwko nich krzesło i usiadłem ze strzelbą w ręku. Wciąż się gapili. Wierzbowi ludzie. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka godzin. W końcu zmęczenie wzięło górę i zacząłem przysypiać. Desperacko starałem się mieć oczy otwarte. Przez głupią sekundę podparłem swoję głowę strzelbą tak aby nie mogła upaść. Otrząsnąłem sie z tego durnego pomysłu i podniosłem wysoko głowę. Ostatnią rzeczą jaką chciałem zrobić było zastrzelenie samego siebie. Eh, gdybym wiedział co potem nastąpi... Pewnie powinienem był to zrobić.

    Zmusiłem się do zostania przytomnym jeszcze przez kilka godzin. Dzień przyszedł i odszedł, była północ gdy się zorientowałem. Oni pozostawali za drzewami. Zacząłem sobie uświadamiać, że jeżeli zamknę na chwilę oczy, będę miał wystarczająco dużo czasu by je otworzyć i w trakcie gdy oni będą starali się mnie dorwać, ja będę mógł kilku ustrzelić. Uśmiechając się do siebie zrobiłem to. Trudno powiedzieć jak długo spałem. Być może sekundy, może kilka dni. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że wciąż siedziałem na krześle ze strzelbą na kolanach. Natychmiastowo ocknąłem się gdy zobaczyłem, że wierzbowi ludzie nie kryją się już za drzewami. Wściekłem się i podniosłem lufę. Zrobiłem kilka kroków na zewnątrz starając się równomiernie oddychać. Zachwiałem się niekontrolowanie i zrozumiałem, że nie da się trzymać tej cholernej broni stabilnie.

    Uspokoiłem się kiedy nie dostrzegłem niczego na zewnątrz, więc postanowiłem wrócić na swoje stanowisko lecz nagle zamarłem w bezruchu. Czułem łzy w oczach a w moim gardle coś zaczęło podnosić się i opadać. Wierzbowi ludzie spoglądali na mnie z każdej strony domu. Zmroził mnie widok ich sękatych twarzy i gałęziopodobnych rąk. Musiałem coś zrobić. Podniosłem broń i strzeliłem. Strzał zdołał wyrwać część framugi ale nie trafił żadnego z nich. Ze złością sięgnąłem do kieszeni po świeży pocisk. Udało mi się przeładować, więc raz jeszcze podniosłem lufę.

    Wierzbowi ludzie wciąż patrzyli na mnie z każdej strony. Tym razem przymierzyłem i strzeliłem ponownie. Kolejny strzał trafił we framugę, lecz znacznie bliżej od poprzedniego. Nerwowo grzebałem w kieszeni szukając kolejnego pocisku a kiedy udało mi się go dobyć, przykrył mnie wielki cień. Spojrzałem w górę, oni byli nade mną. Krzyczałem, a zamykając lufę zatrzasnąłem sobie palec, efektownie odcinając go. Tuż po tym straciłem przytomność i upadłem.

    Kiedy się ocknąłem było cholernie zimno. Wzrok powoli do mnie wracał. Czułem, że coś mnie ciągnie. Moje serce zamarło kiedy się rozejrzałem. Ciemność rozciągała się jak okiem sięgnąć. Wiedziałem, że jestem w najgłębszych partiach lasu. W miejscu, gdzie kiedyś znajdował się kciuk była czerń i opuchlizna a ręka była odrętwiała aż do łokcia. Cholernie bolały mnie także kostki lecz nie wiedziałem dlaczego. Gdy na nie spojrzałem okazało sie, że są zwichnięte a wierzbowi ludzie ciągną mnie za stopy. Zacząłem krzyczeć tak głośno jak było to możliwe. Chciałem, żeby ktoś mnie usłyszał. Ktokolwiek...

    Byłem chyba jedynym powodem, dla którego coraz więcej wierzbowych ludzi wyłaziło zza najdziwniejszych wierzb jakie w życiu widziałem. Ich pnie były dosyć małe i wyglądały dosłownie jak skóra. Ziemia dokoła nich była czerwona i wilgotna jednakże w miejscu, do którego mnie zaciągneli teren był mokry i nierówny. Spojrzałem na ich korony. Człowieku, uwierz mi. Nie chciałbyś tego widzieć, ja sam tego nie chciałem. Z drzew zwisały ciała obdarte ze skóry, krew lała się z nich strumieniami. Moje krzyki były pochłonięte przez ciemność a moje gardło wysiadło, zachrypnięte i nadwyrężone. W ciszy słyszałem zanikający jęk...

    Obejrzałem się, chciałem się dowiedzieć czy ktoś jeszcze jest w okolicy. Może jakiś idiota, którego spotkał taki sam los jak mnie. Na moje nieszczęście odkryłem źródło jęków. Ciała zwisające z gałęzi były wciąż żywe. Wkrótce moje zwłoki także miały być rozdarte na kawałki. Potępiony, będę wisiał a moja krew będzie zasilała te cholerne wierzby. Nie mogłem zrobić niczego innego poza zaakceptowaniem swojego losu. Wierzbowi ludzie dopadli mnie...

  8. Oddam te skiny. Kontakt tu/steam/GG/ FB Najlepiej kto zapodaj tradelink to mu wyśle. (PS Tylko dla osób z mobilnym tokenem steam min. 15 dni) Niżej ssy skinów jakie oddam. Oddane do zamknięcia.
  9. @ John Wick Zapraszam do rozpiski dema. Minimum 3 podejrzane akcje, czas 24h.
  10. zawsze cytaty są najlepsze
  11. Chcesz poczytać ciekawą historię zapraszam niżej

     

    A więc apropo golenia sobie odbytu.

    Ostatnio popełniłem nawiększy błąd w swoim życiu i chciałbym podzielić się tym doświadczeniem ku przestrodze. Ta, tak jak wiele innych historii, zaczęła się kiedy miałem problemy ze sraniem.

    Nie, nie miałem zatwardzenia. To nie była kwestia regularności wypróżniania, a raczej jej techniki. Włosy w moim odbycie wyrosły już na tyle, że przypominało to raczej dżunglę, w której cały czas plątały się małe kawałki gówna. Byłem strasznie sfurstrowany, a uczucie splątanego gówna między moimi pośladkami cały czas nie dawało mi spokoju. Doszło do tego, że musiałem podjąc decyzję: albo cały czas będę grzebał w dupie papierem z precyzją doświadczonego chirurga probując wyszarpać pozostałe kawałki kału albo wchodziłbym tam w stylu rambo, rozsmarowując całe to gówno po mojej dupie, do momentu az ilość zużytego papieru zapchałaby mi kibel.

    Przez długi czas zastanawiałem się jak rozwiązać ten problem, aż w końcu wpadłem na pomysł, który wydawał sie zbawienny na tamtą chwilę. Powiedziałem sobie: "Ej, mam problem z moim tyłkiem i z włosami między pośladami, nie? Więc jeśli zgolę te włosy, to całe gówno będzie mogło swobodnie wystrzelić z mojej dupy, nie zostawiając po sobie nawet śladu!" Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że to będzie jedna z najgorszych decyzji w moim życiu. To trochę jakby generał Custer powiedział sobie "A ilu tam może być tych indian ( ͡° ͜ʖ ͡°)", albo J.F.Kennedy w ten swój pamiętny ostatni dzień mógłby powiedzieć: "Ależ dzisiaj jest piękny dzień na przejażdżkę w moim kabrio xD" albo po prostu: "Ja tego nie zrobię? Potrzymaj piwo." Jak się później okazało, mój pomysł był równie tragiczny w skutkach.

    Jeszcze tej samej nocy przygotowałem cały ten misterny plan, kupiłem tanią jednorazową maszynkę do golenia i wziąłem wygodny ręcznik, który podłożyłem sobie pod dupę. Zaczynając od samego spodu, zacząłem dokładnie golić sobie odbyt, był to bardzo żmudny proces. Czasem musiałem wycierać jakiś bliżej nieokreślony śluz, który przez lata zbierał się wokół mojego odbytu. Z czasem moje bliźniacze pośladki z zarośniętego jaru zaczęły bardziej przypominać delikatne niemowlęce policzki. W końcu wytarłem ostatni raz maszynkę i przejrzałem się w lustrze żeby podziwiać to arcydzieło jakim był mój nowo wygolony tyłek, który był teraz gładki jak jedwab. Pomyślałem sobie, że w końcu wszystkie moje problemy ze sraniem odejdą w zapomnienie.

    Słodka niewiedza, w której żyłem nie trwała jednak długo.

    Teraz już darzę moje włosy analne wielkim szacunkiem, ponieważ jak wszystko co stworzył bóg w swoim wielkim planie, one tam też nie znalazły się przez przypadek. Dopiero po tym jak je zgoliłem, zdałem sobię sprawę jak bardzo ich nie doceniałem. Po pierwsze, zapewniaja tarcie, a dowiedziałem się o tym tego gorącego, słonecznego dnia, kiedy wyszedłem z domu na szkolne zajęcia. Po tym jak przeszedłem sie ze dwa razy po schodach, zacząłem czuć pewien dyskomfort. Okazało się, ze w dupie zaczynał się zbierac pot, co powodowało nieprzyjemne uczucie obijania sie moich pośladków z każdym krokiem jaki robiłem. Chciałem nawet pójść do kibla żeby to wytrzeć, ale spóźniłbym się na zajęcia, a poza tym myślałem, że pewnie to musi w końcu samo wyschnąć.

    No niestety, faktycznie wyschło, ale dopiero po tym jak na dobre zmieszało się z mikroskopijnymi cząsteczkami gówna, które zalegały wokół mojego czekoladowego oka. Kiedy w końcu zajęcia się skończyły a ja musiałem wstać z krzesła poczułem, że moja dupa była teraz sklejona miksem zaschnietego gówna zmieszanego z potem. Kiedy wracałem do domu, zaczęło mnie coś swędzieć. O kurwa, jak to zaczęło swędzieć. Czułem się jakby stado mrówek zrobiło sobie z mojej dupy mrowisko. Musiałem jakoś to drapać zanim doszedłem do domu.

    No i znowu pech, moje starania wywołały jeszcze mocniejszą potliwość, więc kiedy w końcu doszedlem do domu moje poślady ślizgały się jak jakieś pieprzone ropuchy w rui. Szybko ściągnąłem spodnie i włączając na cały regulator mój wentylator rozciągnałem swoje poślady w jego strone aby przyśpieszyć proces wysychania. Smród jaki uwolniłem natychmiast ogarnął cały pokój i zdaje się, że również całą dzielnicę, bo chyba wszystkie psy znajdujące sie w pobliżu kilometra zaczęły wyć. NAjgorsze, że ten smród, który sam wypuściłem ze swojej dupy oczywiście zaczął wiać mi prosto w ryj, no bo przecież czego sie spodziewałem wystawiając go pod wiatrak. Z trudem powstrzymywałem odruchy wymiotne. A kiedy tak stałem z tym całym zmieszanym gównem kapiącym z mojej dupy, zmieszanym dodatkowo z całym tym smrodem mojego spoconego ciała i wiejącym mi prosto w ryj pomyślałem sobie: "o kurwa, to przecież będzie trwało dopóki mi nie odrosną włosy, to zajmie tygodnie!!!"

    Później, nieustannie musiałem wycierać sobie dupę żeby to coś nie kapało mi na spodnie i to właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z innej ważnej funkcji jaką pełnia włosy okołoanalne, a mianowicie jest nią wentylacja. Kiedy próbowałem puścić bąka, to nie miał on żadnej drogi ucieczki i zatrzymywał mi się między pośladami. Kto by pomyślał, że kiedy nie masz tam żadnych włosów to tyłek zamyka te bąki jak jakies hermetycznie zapakowane żarcie, więc ślizgał sie to tu to tam jak jakaś niezdecydowana nastolatka na wyprzedaży w rossmanie.

    Jakby tego było mało, dalej przechodzę następne tortury. Na pewno znacie to uczucie kiedy odrastają włosy, są takie twarde i szorstkie. To teraz wyobraźcie sobie, to uczucie gdybyście nagle musieli sobie włozyć między poślady papier ścierny. Tak, właśnie tak wygląda teraz moje życie. Teraz zastanawiam się czy nie lepiej było by po prostu wyskoczyć przez okno i się zabić niż znosić te piekielne tortury.

    Także panowie, nie golcie sobie odbytu.

     

     

     

     

     

    PS: Ta historia nie jest moja i PS właśnie straciłeś/aś 10 minut swojego życia czytając to.

    1. Shabaddy

      Shabaddy

      Te post scriptum mogłeś sobie darować :beka:

      Nie wiem kto ma z głową bardziej - ja bo to przeczytałem całe, czy Ty bo w końcu znalazłeś jakoś tę ciekawostkę o goleniu odbytu :kappa:

    2. Mechu

      Mechu

      Z lolcia sobie na wzajem goliles?? 

    3. P00F

      P00F

      Nieeeeeee, solo

       

×
×
  • Dodaj nową pozycję...